jesteś na stronie

 
"Tutaj nadrabiamy stracony czas"

Beata Rybotycka, gwiazda Piwnicy Pod Baranami, oraz Krzysztof Jasiński, reżyser emitowanych w Dwójce benefisów z Teatru Stu, zaprosili nas do domu we wsi Grom na Mazurach.

Na wąskiej, wiejskiej dróżce samochód zakopuje się w piachu. Po kilku kilometrach pojawia się wreszcie ogrodzenie. Z daleka słychać rżenie koni. Beata Rybotycka wychodzi boso, Krzysztof Jasiński wita nas w słomkowym kapeluszu na głowie. Uśmiechnięty, opalony. Dziś buduje hangar na łodzie w pobliżu jeziora, właśnie zrobił sobie przerwę. 
- Na wsi zawsze jest dużo pracy - mówi. Bez fraka i eleganckich butów wygląda jak zwykły gospodarz. - Niech pani patrzy - pokazuje ręce. - zniszczone, ogorzałe. Sam sieję, wyrywam chwasty. - Mąż jest najszczęśliwszy, kiedy zakłada pikowaną kufajkę, filcowe gumiaki i dogląda gospodarstwa mówi Beata Rybotycka.
- Dzisiaj postanowiłem, że dłużej poleżę - dodaje pan Krzysztof. - Ale Beatka spytała: 
- A co z końmi? Zerwałem się jak oparzony, by je wypuścić ze stajni. No, ale i pić im trzeba dać, i owsa podrzucić. Wróciłem po kilku godzinach, bo tak mnie ta stajnia wciągnęła.

Na co dzień mieszkają w Krakowie. W Gromie razem z córką Zosią spędzają całe wakacje, wspólne weekendy i święta. 

Tu jesteśmy sobą - mówią

Dom dla trzech rodzin

- Kupiłem to miejsce, bo chciałem mieć wreszcie prawdziwy, wielopokoleniowy dom - opowiada Krzysztof Jasiński. - Taki, jakiego nigdy nie miałem, i w którym mógłbym pomieścić wszystkie swoje dzieci: Najstarszą Magdę z wnukiem Mateuszem, Jaśka i Kaśkę, dzieci Maryli Rodowicz, i córeczkę Beaty, 12-letnią Zosię. Grom jest do tego idealnym miejscem. W trzech oddzielnych budynkach każdy znajdzie swoje miejsce i nikt nikomu nie będzie wchodził w drogę - mówi. Tu spędzają razem święta, spotykają się w wakacje. - To wielkie nieszczęście, gdy dzieciom nie poświęca się dość uwagi - przyznaje Krzysztof Jasiński. - Ja wcześnie wyszedłem z domu, wcześnie zmarł mój ojciec, i nie umiałem sobie radzić z pierwszą rodziną. Dla najstarszej córki w ogóle nie miałem czasu. Byłem zapracowany, tworzyłem wtedy Teatr Stu. Dla średniej miałem go już trochę więcej. Teraz wreszcie potrafię to wszystko poskładać i dla Zochy bezwarunkowo mam czas. Tym wspólnym domem chciałem sobie i innym co nieco zrekompensować - mówi.
Dlaczego wybrał akurat Grom? - Jeździłem tędy na ryby - wspomina pan Krzysztof. - Któregoś dnia dowiedziałem się o sprzedaży terenu. To było pogorzelisko. Przez pierwsze 4 lata usiłowałem być rolnikiem, hodowałem kozy, uprawiałem zboże i ziemniaki. Wynajmowałem maszyny, ludzi - ale gdy nie mogłem już dopłacać, zrezygnowałem.
Z czasem pastwiska zapełniły się zasadzonymi przez gospodarza drzewami. - Mężczyzna powinien ok. 30. roku życia zacząć sadzić drzewa. Wtedy
ma szansę zobaczyć las - śmieje się pan Krzysztof.
20 hektarowy teren w okolicy Szczytna kupił 15 lat temu. Stał na nim mały domek. Na jego miejscu, zbudował nowy - duży i wygodny.

Pan Krzysztof je tylko te ryby które sam złowi: sielawy, karasie, sandacze.

Sam je przyrządza i sam częstuje nimi gości.

Urodzeni 21 lipca

Pierwszym gościem Krzysztofa Jasińskiego w Gromie była Beata Rybotycka. Pracowali wtedy razem w Teatrze Stu. Śmieje się, że Krzysztof wydawał jej się taki ważny, bali się go wszyscy aktorzy. Uwagi przesyłał przez inspicjenta. - Myślałam, że mnie ignoruje, bo nawet słowa do mnie nie powie, a to był rodzaj zainteresowania! opowiada Beata.
Na zakończenie sezonu teatr pojechał do Zamościa. - Wszyscy bawili się świetnie, a dyrektor siedział smętny. Poprosiłam go do tańca i odkryłam, że to zupełnie inny człowiek! Życzliwy, sympatyczny. Do tego okazało się, że oboje urodziliśmy się 21 lipca, a różnica wieku między nami wynosi 21 lat! - mówi Beata.
Prosto z Zamościa pan Krzysztof pojechał na Mazury. Zostawił Beacie karteczkę z mapką z okolic Szczytna i napisem: "Bądź głupia, przyjedź". 
- Nie sądził, że go odwiedzę śmieje się Beata. - A ja, w drodze nad morze, przyjechałam z bratem, bratową i własnym namiotem! Gospodarz łowił im ryby, wędził węgorze, pływali łódką po jeziorze. Wróciła zakochana. Pobrali się po roku znajomości. Ślub wzięli też 21 lipca.
Dom na Mazurach urządzali już wspólnie. Na targach staroci kupowali kredensy. Zdzierali z nich olejną farbę i malowali na nowo bejcą. Na bazarach wyszukiwali kołowrotki i stare radia, które podwiesili pod sufitem w salonie.

Atom rasy "mieszanej" to jeden z ich czterech psów. Mają też 7 koni i 3 koty.

Na obiad przyzywa tu dźwięk gongu. Pachną jabłka, suszone grzyby, zioła, zebrana na herbatę lipa. Dom słynie z nalewek z porzeczek, wiśni, pigey i pigwowca.

Kąpiemy się na golasa

W domu mają dwie werandy: ta z hamakiem jest damska. Beata ostatnio pokazywała tam koleżankom ćwiczenia jogi. Przed rokiem zapisała się na nią wspólnie z córką. - Zosia twierdzi, że podczas ćwiczeń same wpadają jej do głowy rozwiązania zadań z matematyki - mówi Beata. - A ja dzięki jodze uczę się koncentracji. Z tyłu domu jest weranda męska. Prosto z niej można wskoczyć do stawu. - Każdy ranek zaczynamy od kąpieli na golasa - opowiada Beata. - To grzech wchodzić do takiej wody w ubraniu. A zimą jeździmy tam na łyżwach.
Dwa razy do roku: w dniu ich urodzin i w sylwestra, pan Krzysztof przygotowuje pokaz sztucznych ogni. Zjeżdżają się przyjaciele, rodzina i dzieci. W tym roku pan Krzysztof odtańczył taniec z petardami w ręce. - Dzieciaki patrzyły, czy tata tym razem wybuchnie, czy nie - śmieje się Krzysztof Jasiński.
Dla wszystkich gości gotuje gosposia, pani Danusia. Ostatnio zaskoczyła ich zupą buraczkową. - To będzie barszcz czy botwinka? - dopytywał się pan Krzysztof. - Nie barszcz, nie botwinka, tylko zupa buraczkowa. Mówiłam już dyrektorowi! - odpowiedziała oburzona. - Nie chciała powiedzieć nic więcej, ale jedliśmy ją i trzeba przyznać pani Danusi rację: ani barszcz, ani botwinka. Za to jaka pyszna! Po obiedzie gospodarz częstuje żubrówką, do której, jak mówi, "trawki zbierała jeszcze Maryla Rodowicz".
- W Krakowie rzadko jadamy wspólnie posiłki, spotykamy się wieczorami. Tu nadrabiamy stracony czas - stracony w mieście i w życiu.

JOANNA LAPRU

Artykuł ukazał się w numerze 36 (2878) tygodnika 

5-11.11.2003. Aby przenieść się na stronę "Przyjaciółki" kliknij na logo

napisz do mnie

dodaj do ulubionych

ustaw stronę startową

Ustaw jako strone startow±

 

 

 

 

 

 

 


desing by projekty