jeśli masz jakiekolwiek materiały które powinny się znaleźć na tej stronie napisz do mnie

 

C'EST LA VIE - koncert piosenek Andrzeja Zauchy 21.10.2006

6360.jpg 6363.jpg 6364.jpg 6380.jpg 6385.jpg 6394.jpg 6408.jpg
6410.jpg 6416.jpg 6430.jpg 6435.jpg 6446.jpg 6454.jpg 6465.jpg
6477.jpg 6484.jpg 6492.jpg 6516.jpg 6524.jpg 6540.jpg 6561.jpg

POWRÓT DO GALERII

POWRÓT DO DYSKOGRAFII

Koncert C'est la vie odbył się w ramach 42 Studenckiego Festiwalu Piosenki tuż po 15 rocznicy śmierci Andrzeja Zauchy. Wystąpili w nim: Justyna Steczkowska - "Widzialność marzeń" i z Romanem Kołakowskim "Kto wybiera samotność", Monika Dryl - "Naga rzeka", Marcin Kołaczkowski "Wymyśliłem Ciebie", Joanna Lewandowska "Święto strachów", Jacek Bończyk "Kantata", Beata Lerach "Abyś czuł", Grzegorz Turnau "Tańcząc w powietrzu" ("Linoskoczek"), Paulina Kujawska "Włos", Iwona Loranc "Byłaś serca biciem", Marek Bałata "Dzień dobry mr Blues", Maciej Miecznikowski "Bądź moim natchnieniem", Paulina Bisztyga "Szczęście nosi Twoje imię", Jarosław Wasik "C'est la vie", Mariusz Kiljan "Alibaba", Andrzej Sikorowski "Pamiętasz Jędrek" i Michał Bajor "Nie przerywajcie zabawy". Koncert który świetnie się zapowiadał i... na tych dobrych zapowiedziach się niestety skończyło... 

Przypadkowy dobór wykonawców, fatalna realizacja i totalnie chybiony pomysł dzielenia spektaklu... Wśród śpiewających artystów brakowało wielu którzy znali Andrzeja a także tych którzy śpiewali z nim kiedyś w duetach. Wyjątkiem był chyba tylko Andrzej Sikorowski który "Rozmowę z Jędrkiem" zaśpiewał w duecie z... Andrzejem Zauchą tyle, że oczywiście z taśmy... 

Na ogromnym telebimie umieszczonym z tyłu sceny, przez cały koncert prezentowany był krótki film z krakowskiego rynku (puszczany w kółko) - ten sam który wcześniej był scenografią do koncertu laureatów 42 SFP. O ile jednak podczas tamtych piosenek ich wykonawców można było oglądać na dwóch mniejszych ekranach, o tyle podczas spektaklu "C'est la vie" pokazywano... zdjęcia Andrzeja Zauchy. Ogromna sala która pozbawiona pochylenia podłogi i posiadająca niezbyt wysoko umieszczoną scenę, dla siedzących w dalszych (biletowanych!) miejscach oferowała zatem tylko dźwięk.

Zupełnie niepotrzebne podzielenie spektaklu na "Krainę jazzu", "Krainę rock and roll'a" itp burzyło całe widowisko i przeszkadzało w jego odbiorze. Przydługie przerywniki zabrały czas piosenkom których jakże wielu brakowało tego wieczoru!  Zapomniano o "Bezsenności we dwoje", "Siódmym roku", "Wieczorze nad rzeką zdarzeń" i wielu innych... szkoda!

Michał Czejgis


[...] W drugiej części sobotniego koncertu przywołano repertuar Andrzeja Zauchy, wielkiego wokalisty z Krakowa, którego karierę przerwała tragiczna śmierć przed 15 laty. A że był Zaucha artystą wyjątkowym i jedynym w swoim rodzaju, zatem zderzenie z jego wokalnym mistrzostwem naraża innych wykonawców niemal z góry na porażkę. A i nie pomagały im aranżacje opracowane na ten koncert. Zatem słuchaliśmy tych znakomitych piosenek - z repertuaru Dżambli, Anawa (tego, w którym wokalistą był Zaucha), jak i późniejszych - przeważnie w gorszych interpretacjach. I nawet trudno mieć o to pretensje do wykonawców. By móc z powodzeniem zmierzyć się z Zauchą trzeba być Markiem Bałatą, który swą wersją przeboju "Dzień dobry Mr Blues" (Jerzego Wasowskiego) potwierdził, że jest wybitnym wokalistą jazzowym; podpowiadamy - 5 listopada przedstawi się w Krakowie w repertuarze Niemena! Obronił się także Grzegorz Turnau, ale on piosenkę "Jak linoskoczek" śpiewa od lat, i od lat dobrze. Kogo jeszcze oklaskiwałem z przekonaniem? Może Jacka Bończyka za "Kantatę", może Jarosława Wasika za "C'est la vie", może i Michała Bajora, mimo iż w "Nie przerywajcie zabawy" pomylił słowa, i musiał potem powtórzyć swą interpretację na potrzeby TVP, której "Dwójka" ów koncert nagrała, zatem będzie sposobność posłuchać, co też z piosenkami Zauchy zrobili nowi interpretatorzy. Może jeszcze... 

O ile mam wątpliwości co do kształtu artystycznego tej części koncertu, o tyle muszę pogratulować reżyserowi wieczoru Romanowi Kołakowskiemu fantastycznego użycia chóru Politechniki Krakowskiej, który wystąpił również w roli konferansjera zapowiadającego kolejnych laureatów śpiewanymi na melodię "Gaudeamus Igitur" wierszami, które tenże Kołakowski (bard nagrodzony na SFP I nagrodą w 1981 roku) sam napisał z piątku na sobotę. To naprawdę świetny pomysł. Bo następców Bałtroczyka czy Poniedzielskiego nie widać... 

WACŁAW KRUPIŃSKI 


Martwi mnie, ze tak mało osób związanych z Andrzejem Zaucha bierze udział w tym koncercie. Bo gdzie Wodecki, Rynkowski, Frąckowiak, Bem czy Łobaszewska? Przecież oni śpiewali z nim i poruszali się w tej samej - popowo-soulowej - estetyce. Za wykonywanie piosenek Andrzeja zabierają się młodzi wykonawcy, którzy choć może i utalentowani, nie maja zbyt wielkiego pojęcia, kim był Zaucha. W podobny sposób skonstruowano kiedyś w ramach festiwalu koncert moich piosenek - i nie do końca byłem z tego zadowolony. Pewne rzeczy trzeba po prostu traktować "po bożemu". 

Andrzej był świetnym, ciepłym i biesiadnym facetem. Doskonale się z nim rozmawialo i... milczalo. Zostal obdarzony niezwyklym glosem - do dzis nie ma na polskiej estradzie kogos, kto moglby tak zaspiewac, jak on. Swobodnie poruszal sie we wszystkich estetykach - od popu przez jazz po opere. Malo tego - gral rowniez na saksofonie, perkusji i harmonijce ustnej. Posiadal "malpia zrecznosc", ktora sprawiala, ze jakiego instrumentu nie dotknal, potrafil wydobyc z niego sensowne dxwieki. 

Jego smierc byla czyms trudnym do pojecia. Poniewaz amerykanizujemy sie w fatalny sposob, dzisiaj juz zdarzaja sie na naszych ulicach strzelaniny. Ale pietnascie lat temu? To bylo cos kuriozalnego! Nie moglismy uwierzyc, ze "towarzyski problem" zostal rozwiazany w tak straszny sposob. 

Zaspiewam w koncercie "Rozmowe z Jedrkiem" - to utwor, ktory kiedys wspolnie z Andrzejem nagralismy. Opowiada jakby o nas - niemlodych juz muzykach, zaprawionych w estradowych bojach. Kiedy przygotowywalem sie do wystepu, zaczalem sie zastanawiac, co by bylo, gdyby Andrzej zyl i wystepowal do dzisiaj. Moze bylby wielka gwiazda? A moze cierpialby w ukryciu, ze gwiazdami sa inni, mniej utalentowani od niego? Bo przeciez dzis gwiazda nie jest ten, kto ma talent, ale ten, kto jest obecny na ekranie telewizora.

Andrzej Sikorowski

czytaj więcej

 

 
 

Design by daltonptojekty 2002-