|
Andrzej Zaucha - kariera przerwana
"Trzeba robić to, co się lubi, i wtedy robi się to dobrze" - mawiał ponoć młody chłopak - Andrzej Zaucha. Z muzyką zetknął się jako 8-latek, kiedy to w zastępstwie za chorego ojca zasiadł do perkusji; powróci do niej po latach w zespole Czarty, potem w jazzowej grupie Old Metropolitan Band. Od dzieciństwa też śpiewał. "Jego ojciec uczył go grać na perkusji, mój brat uczył go grać na trąbce, a śpiewania w ogóle się nie uczył, bo od razu umiał" - powie już po śmierci Andrzeja jego mama.
Dla muzyki zrezygnował z kariery sportowej w kajakarstwie (był nawet przymierzany na olimpiadę w Tokio). Był muzycznym samoukiem, ale nadzwyczajnie utalentowanym, co po raz pierwszy ujawnił pod koniec lat 60. jako wokalista grupy Dżamble, z którą zbierał nagrody m.in. podczas festiwalu "Jazz nad Odrą". Na jej płycie zagrali gościnnie: Urbaniak, Stańko, Muniak. Taki to był zespół.
WIĘCEJ >>>
Taki był...
MICHAL BAJOR
- Andrzej byl najwiekszym wykonawca muzyki jazzowo-soulowej w Polsce. Dlatego jego nieobecnosc na polskiej estradzie jest ogromna strata. Nie mial on co prawda wielu przebojow, ale byl bardzo lubiany. Swietnie czul bowiem rozne gatunki muzyczne. Nie byl postury Supermana, jednak szybko zjednywal sobie przychylnosc widowni.
Mialem okazje poznac go osobiscie - podczas zakulisowych spotkan w czasie festiwali piosenki w Opolu, ale tez podczas wspolnej podrozy samochodowej z Krakowa do Warszawy. Zrobil na mnie wrazenie otwartego i zyczliwego
czlowieka.
WIĘCEJ >>>
Jan Poprawa - Głos
Przed moim oknem stoi drzewo, osobliwy zegar mego podwórka. Odkąd pamiętam ono zawsze trafnie pokazuje to, co pokazać potrafi. Czernią gołych i rachitycznie powyginanych gałązek uświadamia mi, że trwa zima. Gdy okrywa się białym kwieciem oznajmia wiosnę. Gdy otula się gęstą zielenią, wiem że lato.
Spoglądam przez okno i widzę, że teraz liście mego podwórkowego zegara rudzieją. Wkrótce stanie się wierzchem łysawy, jak nie przymierzając ja sam. Tak, to już jesień. Pora, w której najpełniej uświadamiamy sobie naszą z całym światem wspólną kruchość i przemijanie.
WIĘCEJ >>>
|
|
Wacław Krupiński - Pamiętamy, Jędrek...
10 października 1991 roku zginął Andrzej Zaucha. Miał 42 lata, wreszcie godną siebie pozycję artystyczną, plany i marzenia, wśród których jedno, o wyjeździe do USA, właśnie miało się ziścić. Otaczało go wielkie grono przyjaciół oraz jeden wróg. Ten, który go zabił.
Od tego czasu w moim kręgu znajomych już nie ma kogoś takiego, kto by tak lubił ludzi jak Andrzej. On oprócz swego zabójcy nie miał wrogów. To był człowiek, który wszystkich lubiła Z nim nie dało się plotkować o kimś w sposób złośliwy czy dla tej osoby niekorzystny. Andrzej natychmiast opisywał jej cechy pozytywne.
WIĘCEJ >>>
|
|
Michał Gajec - Mały
wielki człowiek
To już tyle lat, a wydaje mi się, jakby było wczoraj. Dzień 10 października 1991 roku na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Wracałem właśnie do domu ze spotkania z przyjaciółmi, kiedy usłyszałem w autobusie wiadomość o śmierci Andrzeja Zauchy. Czułem, jak nogi uginają się pode mną, a jednocześnie wbrew wszystkiemu miałem nadzieję, że to jakaś tragiczna pomyłka. Niestety, jeden z najsympatyczniejszych i najbardziej radosnych ludzi, jakich znałem został zabity.
WIĘCEJ>>>
|