 |
Taki był...
MICHAL BAJOR
- Andrzej byl najwiekszym wykonawca muzyki jazzowo-soulowej w Polsce. Dlatego jego nieobecnosc na polskiej estradzie jest ogromna strata. Nie mial on co prawda wielu przebojow, ale byl bardzo lubiany. Swietnie czul bowiem rozne gatunki muzyczne. Nie byl postury Supermana, jednak szybko zjednywal sobie przychylnosc widowni.
Mialem okazje poznac go osobiscie - podczas zakulisowych spotkan w czasie festiwali piosenki w Opolu, ale tez podczas wspolnej podrozy samochodowej z Krakowa do Warszawy. Zrobil na mnie wrazenie otwartego i zyczliwego czlowieka.
Sposrod jego utworow wybralem "Nie przerywajcie zabawy". Ze wzgledu na dobra muzyke, ale i aktualny do dzis tekst, opowiadajacy o tym, jak wysoko postawieni panowie bawia sie w wojne swoimi zolnierzykami.
MAREK BALATA
- Mialem szczescie znac Andrzeja osobiscie. Byl niezwykle wrazliwym czlowiekiem, od ktorego bilo cieplo, ale tez i pewien dystans, ktory sprawial, ze czulo sie wobec niego szacunek i respekt. Czesto bywalem na jego koncertach - zarowno Dzambli, jak i z Jarkiem Smietana czy z big-bandem. On z kolei wpadal Pod Jaszczury na moje jamy z innymi muzykami.
Andrzej czesto jexdzil w latach 80. na wystepy do nocnych lokali w Niemczech, aby podreperowac swoj budzet. Kiedy pewnego razu nie mogl - zaproponowal mnie na zastepstwo. Dzieki temu zarobilem na gitare, sprzet malarski i fotograficzny. Te wystepy pozwolily mi rowniez rozszerzyc wachlarz wykonawczy - wyjsc poza jazz w kierunku klasycznej rozrywki.
JACEK BONCZYK
- Jako mlody czlowiek mialem swiadomosc dzialalnosci Andrzeja Zauchy, ale dopiero po jego smierci zwrocilem wieksza uwage na to, co robil. Spodobalo mi sie to, ze smialo operowal swoim wokalem w roznych estetykach. No i to, ze mial dystans do siebie i duze poczucie humoru.
Przyznam jednak, ze gdybym dostal do zaspiewania, ktorys z popowych przebojow Zauchy, mialbym watpliwosci, czy sie podjac tego zadania. Ale kierownik muzyczny koncertu Hadrian Filip Tabecki zaproponowal mi "Kantate". Znalem ten utwor z wykonania Marka Grechuty i zespolu Anawa. Pamietam, na studiach robilismy program z piosenkami Grechuty, ale nikt nie chcial zaspiewac "Kantaty", bo byla za trudna. Teraz postanowilem podjac to wyzwanie.
SAMBOR DUDZINSKI
- Kiedy zadzwonil do mnie rezyser koncertu Roman Kolakowski z propozycja zaspiewania w koncercie dedykowanym pamieci Andrzeja Zauchy, zgodzilem sie od razu. Zaucha jest bowiem jednym z moich ulubionych wokalistow. Jego sposob spiewania wywarl ogromny wplyw na to, co robie. A to dlatego, ze mial swietnie opanowany warsztat jazzowy, dzieki czemu potrafil finezyjnie improwizowac. Ale z drugiej strony - bezblednie radzil sobie z piosenkami popowymi.
MACIEJ MIECZNIKOWSKI
- Wystep w tym koncercie to duze wyroznienie. Zawsze cenilem Andrzeja Zauche. Obok Niemena - to najlepszy polski wokalista. Kiedy bralem udzial w oratoriach Piotr Rubika, poznalem osobiscie Zbyszka Ksiazka, ktory pisal teksty do utworow Zauchy. To jeszcze bardziej przyblizylo mi te postac. Poniewaz na studiach spiewalem w jazzowym kwartecie, mialem okazje osluchac sie z jazzowa strona tworczosci Zauchy. Swietnie radzil sobie z be bopem, znakomicie poslugujac sie scatem.
Kiedy rezyser koncertu Roman Kolakowski przedstawil mi kilka tytulow piosenek, ktore moglbym wykonac, wybralem od razu "Badx moim natchnieniem", piosenke, ktora wykonywalem kilka razy z fortepianem w klubach. Ten utwor jest mi bardzo bliski... Dzieki temu dobrze mi sie go spiewa.
ANDRZEJ SIKOROWSKI
- Martwi mnie, ze tak malo osob zwiazanych z Andrzejem Zaucha bierze udzial w tym koncercie. Bo gdzie Wodecki, Rynkowski, Frackowiak, Bem czy Lobaszewska? Przeciez oni spiewali z nim i poruszali sie w tej samej - popowo-soulowej - estetyce. Za wykonywanie piosenek Andrzeja zabieraja sie mlodzi wykonawcy, ktorzy choc moze i utalentowani, nie maja zbyt wielkiego pojecia, kim byl Zaucha. W podobny sposob skonstruowano kiedys w ramach festiwalu koncert moich piosenek - i nie do konca bylem z tego zadowolony. Pewne rzeczy trzeba po prostu traktowac "po bozemu".
Andrzej byl swietnym, cieplym i biesiadnym facetem. Doskonale sie z nim rozmawialo i... milczalo. Zostal obdarzony niezwyklym glosem - do dzis nie ma na polskiej estradzie kogos, kto moglby tak zaspiewac, jak on. Swobodnie poruszal sie we wszystkich estetykach - od popu przez jazz po opere. Malo tego - gral rowniez na saksofonie, perkusji i harmonijce ustnej. Posiadal "malpia zrecznosc", ktora sprawiala, ze jakiego instrumentu nie dotknal, potrafil wydobyc z niego sensowne dxwieki.
Jego smierc byla czyms trudnym do pojecia. Poniewaz amerykanizujemy sie w fatalny sposob, dzisiaj juz zdarzaja sie na naszych ulicach strzelaniny. Ale pietnascie lat temu? To bylo cos kuriozalnego! Nie moglismy uwierzyc, ze "towarzyski problem" zostal rozwiazany w tak straszny sposob.
Zaspiewam w koncercie "Rozmowe z Jedrkiem" - to utwor, ktory kiedys wspolnie z Andrzejem nagralismy. Opowiada jakby o nas - niemlodych juz muzykach, zaprawionych w estradowych bojach. Kiedy przygotowywalem sie do wystepu, zaczalem sie zastanawiac, co by bylo, gdyby Andrzej zyl i wystepowal do dzisiaj. Moze bylby wielka gwiazda? A moze cierpialby w ukryciu, ze gwiazdami sa inni, mniej utalentowani od niego? Bo przeciez dzis gwiazda nie jest ten, kto ma talent, ale ten, kto jest obecny na ekranie telewizora.
JAROSLAW WASIK
- Wychowalem sie na Opolszczyxnie, od dziecka zatem pilnie sledzilem kazdy festiwal w Opolu. I dwoje wykonawcow szczegolnie przypadlo mi do gustu: Krystyna Pronko i Andrzej Zaucha. Kiedy sam zaczalem spiewac, Zaucha stal sie moim idolem. Dlugo nie mialem odwagi zabrac sie za jego piosenki - w koncu byl niedoscignionym mistrzem. Az wreszcie sie odwazylem. Sposrod dwoch moich jego ulubionych nagran - "Jak na lotni" i "C'est la vie", wybralem to drugie. Spiewam je do dzisiaj - szczegolnie podczas kameralnych koncertow. Tym razem bede musial je wykonac podczas duzej imprezy. Oczywiscie mam treme - szczegolnie, ze koncert odbedzie sie w Krakowie i na widowni bedzie zapewne sporo znajomych Andrzeja Zauchy. Ale zaspiewam "C'est la vie" ze szczerego serca. Bo utwor ten opisuje takie miejsce, w ktorym wlasciwie sie wychowalem - male miasteczko, ktorego granice wyznacza knajpa i kosciol.
EWA BEM
- Bylismy z Andrzejem jak rodzenstwo. Nasze drogi artystyczne rozpoczely sie w tym samym momencie. On zaczynal w Krakowie, ja - w Warszawie. Gdy sie poznalismy, szybko narodzila sie nasza przyjaxn. Mielismy podobne fascynacje muzyczne - jazz, soul i funk. Ale Andrzej ujal mnie tez jako czlowiek. Byl 300-procentowym mezczyzna. Zgrywus nie z tej ziemi! Posiadal rzadko spotykany u ludzi dystans do siebie, innych i swiata. To bylo mi szalenie bliskie.
Kiedy tylko przyjezdzalam do Krakowa, zawsze odwiedzalam go w domu. Mial wspaniala zone - Elzbiete. Dlugie, krucze wlosy, pomalowane na czarno paznokcie, ekstrawaganckie ciuchy. Kiedy tylko wchodzila do "Jaszczurow", wszystkim szczeki opadaly na podloge. Niestety - zmarla niespodziewanie, w demoniczny wrecz sposob. Mimo iz byla mloda osoba, doznala rozleglego wylewu. Kilka dni przelezala w spiaczce. Andrzej robil, co mogl, aby jej pomoc. Biegal do szpitala, modlil sie i medytowal. Bezskutecznie. Odeszla, nie odzyskawszy przytomnosci.
Przez wiele lat Andrzej pozostawal niedoceniany przez krytyke i sluchaczy. Nigdy nie dostal zadnych laurow w Opolu, nigdy nie zaproszono go do Sopotu, nie wyjezdzal na intratne trasy do amerykanskiej Polonii. Omijaly go wszelkie splendory tamtych czasow. Moze troche sie go bano, bo byl niezalezny. Kiedy w koncu zaspiewal "Czarnego Alibabe", sukces, jaki odniosl, byl dla mnie raczej smutny. Bo musial spuscic z tonu, dostosowac sie do wymogow biesiadnej estetyki. On traktowal to jako zart, ale to wlasnie dzieki tej piosence zostal przez wielu zapamietany, a nie dzieki takim wspanialym utworom, jak "Bezsennosc we dwoje" czy "C 'est la vie". Mimo to nie byl zgorzknialy i nie mial do nikogo pretensji. Wyznawal madra zasade, wedlug ktorej im ktos jest wiekszy, tym jest skromniejszy.
Zapamietam go na zawsze jako niepozornego mezczyzne z wasikiem, papierosem w kaciku ust i siatka z garniturem przerzucona przez plecy. Bo zawsze gdzies sie spieszyl, przesiadal z jednego pociagu do drugiego, jexdzil z koncertu na koncert.
JAROSLAW SMIETANA
- Nie bylo w historii polskiej muzyki tak wybornego wokalisty, jak Andrzej Zaucha. No, moze jeszcze Niemen, ale on byl klasa sama w sobie. Andrzej zostal obdarowany nieprawdopodobnym wrecz talentem. Czego sie nie dotknal, to zamienialo sie w zloto. Oczywiscie w sensie artystycznym. Potrafil w dwa tygodnie opanowac gre na kazdym instrumencie. Kiedy wchodzil do studia, rejestrowal swoja partie za pierwszym podejsciem - bez jakichkolwiek falszy czy problemow z dykcja. Mial szerokie zainteresowania muzyczne. Wiekszosc ludzi pamieta go z popowych przebojow. A przeciez robilismy razem swietne rzeczy w jazzowej, soulowej czy bluesowej stylistyce. Szkoda, ze tak malo zachowalo sie nagran z tej wspolpracy. Do dzis pamietam nasze koncerty - wytwarzala sie miedzy nami niesamowita chemia. Andrzej byl "zwierzeciem scenicznym". Przyciagal jak magnes do siebie nie tylko fanow, ale i innych muzykow.
Prywatnie tez bardzo go lubilem. Byl bardzo otwarty, dopuszczal wszystkich do siebie bardzo blisko, moze niektorych nawet za blisko. Nie znam nikogo, kto powiedzialby o nim zle slowo. Dzialal, zarowno na scenie, jak i w zyciu prywatnym, jakby na innym, wyzszym poziomie niz wszyscy. Bardzo mi go brakuje. To rana, ktora sie nie goi.
ZBIGNIEW WODECKI
- Bylismy z Andrzejem jak rodzina. Jexdzilismy wspolnie w trasy, razem biesiadowalismy. Andrzej byl swietnym kompanem. Dusza towarzystwa, duze poczucie humoru, dystans do siebie i rzeczywistosci. Ale byl tez ambitny. Dlugo nosil w sobie pretensje do swiata za to, ze go nie docenia. Kiedy zaczelo mu sie powodzic - pojawily sie przeboje, zaczal grac w teatrze, pojawiac sie w telewizji - zostal zastrzelony.
Troche czuje sie wspolodpowiedzialny za pierwszy sukces Andrzeja. Kiedy wylansowalem "Chalupy", Ryszard Poznakowski zaproponowal mi nagranie kolejnego biesiadnego hitu - "Pij mleko". Nawet zarejestrowalem juz podklad, ale w koncu wycofalem sie wystraszony, ze jak bede mial drugi taki przeboj, to sluchacze zaklasyfikuja mnie jako piosenkarza biesiadnego. Obiecalem jednak Poznakowskiemu, ze znajde kogos na swoje miejsce. I wtedy spotkalem Andrzeja. Postawilem sprawe jasno: Jedziesz do Warszawy i nagrywasz "Pij mleko". Oczywiscie zgodzil sie i nagral ten utwor. Stal sie on pierwszym jego popowym przebojem, dzieki ktoremu zaistnial na komercyjnym rynku.
Rozmawial (GZL)
Dzienni Polski 23.10.2006
|
|
 |