jeśli masz jakiekolwiek materiały które powinny się znaleźć na tej stronie napisz do mnie

 

"Muzyczna plotka"

Radiowy felieton Andrzeja Sikorowskiego z 7 października 2001 roku


 
Andrzej Sikorowski wita serdecznie w jesienne, zadumane popołudnie. 

Bo jesień to pora melancholii i zadumy.

Za 3 dni mija 10 lat jak zginął Andrzej Zaucha. Data którą zapamiętam do końca swych dni, bo przypomina nie tylko śmierć kogoś bliskiego, także o ironio datę moich urodzin. Czekaliśmy wtedy na Jędrka w domu i nie dojechał, zostały wspomnienia i nagrania z głosem kumpla, który nagle przerwał radosną zabawę...

(...)

Jeśli chodzi o estradę to Andrzej wszystko potrafił. Był można powiedzieć Showmenem w hollywoodzkim stylu. Poruszał się z łatwością w każdym gatunku muzycznym, frazował jak jazzman a skalą głosu mógł wpędzić w kompleksy niejednego śpiewaka operowego. Jego niskie "cześć Malina"- tak zwracają się do mnie bliscy - słyszane przez wiele lat, każdego niemal dnia mam ciągle w uszach. Nagrał je także wraz z urodzinowymi życzeniami owego feralnego dnia na telefonicznej sekretarce...

(...)

Tworzyliśmy przez pewien okres czasu estradową grupę. Nazywała się Sami . Oprócz Jędrka i mnie był w niej Krzysztof Piasecki. Program rozpoczynała króciutka piosenka w której był taki passus : "Sami na siebie skazani z własnymi myślami między morzem a Tatrami, ciągle sami". Ten skład poszerzony o Zbyszka Wodeckiego udał się na cykl koncertów do Niemiec. Organizator zawalił na całej linii i z planowanych 10 chyba imprez doszła do skutku jedna. Codziennie przyjeżdżaliśmy z hotelu do innej miejscowości rozstawiali aparaturę i czekali na publiczność, która się nie pojawiała, więc pakowaliśmy cały majdan i do domu. Zajmowaliśmy wynajęte specjalnie dla nas mieszkanie i tam podzieliliśmy obowiązki domowe. Kiedyś Andrzej poprosił Zbyszka Wodeckiego - Wodenkę - tak żeśmy do niego mówili by zaparzył małą czarną. Kiedy zajrzał po chwili do kuchni, zaryczał tubalnym śmiechem wzywając wszystkich domowników. Zbynio przepuścił przez ekspres czystą wodę, o wsypaniu kawy po prostu zapomniał...

(...)

Tak kiedyś z Nim śpiewałem. Wychodził późno po długich posiedzeniach u nas, by po chwilach potrzebnych na dotarcie taksówką do domu, zatelefonować z wiadomością, że ma coś w lodówce. Mówiłem wtedy wracaj i wracał ku uciesze wszystkich domowników, bo wszyscy dobrze czuli się w Jego roześmianej obecności...

(...)

Pamiętam jak po imprezie w Szczecinie rozentuzjazmowany i nadziany szmalem nowobogacki postanowił kupić bis, oferował Andrzejowi za powtórzenie Ali Baby kwotę naprawdę poważną. Nic nie wskórał, na dodatek wcale się na artystę nie obraził. Jędrek miał taki takt i czar, że nawet gdy odmawiał, nie można było się na Niego gniewać. 

(...)

Grał na saksofonie, harmonijce ustnej, perkusji, tańczył, wcielał się w role filmowe, w teatrze STU wykreował śpiewającą postać Pana Twardowskiego w musicalu pod tym samym tytułem. Robił mnóstwo rzeczy nie budząc niczyjej zawiści, bo wszyscy Go kochali. Mogę powiedzieć bez żadnej obawy, był naszym muzycznym natchnieniem, ale przede wszystkim był naszym towarzyskim natchnieniem, którego nagle brakło. 

 

 

 
 

Copyright & design by daltonptojekty 2002-